Stoję pośród mgły.
Nie wiem gdzie jestem,
Nie wiem kim jestem,
Boję się.
Nie wiem kim jestem,
Boję się.
Boję się każdego słowa, które może wyjść z moich ust. Boję się zobaczyć prawdę i odkryć co jest wokół mnie. Boję się otworzyć oczy i żyć z przekonaniem, że nie jestem tą osobą za którą wszyscy mnie mają. Cienie migają przed moimi oczami, otaczając mnie szczelnie i krępując każdy ruch. Ostatnio coraz częściej mi towarzyszą, czają się za każdym rogiem , czyhają na mnie gdy tylko nastanie zmrok, a powietrze czuć będzie zemstą.
Cienie.
Cienie.
Towarzyszą mi odkąd pamiętam, wbijając we mnie swoje pazury i rozdrapując moją pamięć, wyciągając z niej to co wartościowe. To, o czym powinnam zapomnieć.
Nie zapomniałam. Ukrywam to, przed samą sobą, przed swoją pamięcią , wypierając ze świadomości. Lecz wiem, ze kiedyś znajdę prawdę , przypomnę ją sobie, powróci do mnei, raniąc mnie z caej mocy i odbierajac ostatnie thnienie.
Prawda boli.
Tego jestem pewna. Przez tyle lat, bolesna prawda była dla mnie jedynym ratunkiem. z całych sił chciałam ją poznać, przeczesując każdy zakamarek wyobraźni i wspomnień
Chciałam wiedzieć gdzie jestem
Chciałam wiedzieć kim jestem.
Nazywają mnie Ivy.
Po prostu Ivy.
Lecz wiem, ze to nie jestem ja. To imię, jest dla mnie obce, usłyszane przypadkiem w gęstwinie czarnych potoków słów, rzucone od niechcenia, wywołujące dreszcze.
,,To Ivy, ta wariatka"- słyszę złośliwe piskliwe szepty, uderzajace mnie z każdej strony i poniewierajace przez moje myśli, rzucajace w nie czarną złością i obrzydliwą arogancją.
Wariatka
Wariatka
Świruska
te wszystkie złośliwe uśmieszki, raniące moje serce prześladują mnie, krażąc za mną i dżgajac mnie prosto w serce. Te wszystkie wredne komentarze, podstawiane mi nogi już mnie nie ranią. Moje serce przyzwyczaja się do bólu. To uczucie cierni wbijanych prosto w serce i raniących go na wylot, zostawiając krawą plamę. To uczucei, które potrafi zabić złością i swoją złą aura, tą zło, które roztacza się coraz dalej i dalej..
To jedyne, co mam.
Ból jest sensem mojego życia.
Wiem, ze jestem gdzieś
Wiem, ze jestem kimś
Lecz nie wiem co to oznacza. Cienie każą mi, nalegają , chcą doprowadzić do mojej zguby. Chcą bym przeszłą labirynt i uważała, ze wszystko jest dobrze. Że dobro wróci, że wszytsko się ułoży niczym kawałki ukądanki. Lecz ja wiem, ze to nie prawda. Zawsze braknie jednego elementu układanki, zgubi się gdzieś, zostanie zapomniany i raz na zawsze skazany na wygnanie.
Ja jestem tym zagubionym puzlem.
Jestem sama.
Boję się żyć Tam. Odkąd odeszła, zapomniałam co to znaczy kochać, zapomniałam co znaczy żyć . Zapomniałam jak oddychać i jak odczuwac coś inngo niż ból.
Tylko ból jest jeszcze w moim sercu. Tylko on mi został. Rodzina odeszła, przyjaciele odeszli..
On został. Tylko na niego mogę teraz liczyć.
Nie potrafię żyć Tam. Nie potrafię ukrywac się za pozorami, nie potrafię się uśmiechać i rozmawaić jak nigdy nic, jakby nic się nie stało. Oni nie wiedzą. Nikt nie wie. dal nich jestem tylko ,,Wariatką"
Nie mogę tam żyć. Cienie mnie chcą. Cienie mnie wzywają.
Czasami przypominam sobie jeszcze głos mojej matki zanim odeszła. Zanim zosatwiłą mnie samą. To wciąż boli, rani mnie kłując tam, w tą część mojej świadomości, tak dobrze ukrywaną przed światem.
tam nie jestem bezpieczna. Muszę powrócić, muszę odrzucić cienie. Muszę przeskoczyć przepaść.
Cienie kuszą mnie, a ja je odrzucam.
Nie
Nie !
NIE !!
krzyczę, odrzucajac je. Wyrywam się im. To nie moje przeznaczenie. One sa złe. One mi nie pomogą. uciekam, biegnę pędzę, zostawiając je lamentujące za mną. Chcą mnie gonić.
Nie potrafią.
wiedzą, ze jeszcze mnie dopadną .
Wbiegam w mgłę, brakuje mi tchu, nie czuję niczego. Biegnę, lecz nie czuję podłoża. Wiem, ze mgła jest lodowata i otula mnie swoim płaszczem lecz nie czuję jej. Nie czuję niczego.
Prócz cierpienia.
Przystaję. jestem nad przepaścią. Już nie ma wyboru. Już nic nie mogę zrobić. Stawiam krok do przodu. Lód, chłodne kry ranią moje bose stopy. Za każdym krokiem słyszę odgłos, pękający pisk, tak słaby, a tak głośny w moim uszach, każdy krok boli bardziej, każdy krok coraz bardziej rani. Niebo spada. Zatrzymuje się nade mną, słyszę jego grzmoty, jego wołanie. Chce opaść, chce roztrzaskać się na mojej bladej skórze, chce mnie zranić. chce sprawić mi ból.
Mgłą powraca. Nie widzę już nic. Lód pęka. Spadam lecz nie wiem czy to przepaść. Już nic nie czuję, jestem jak duch. jak materia. Cienie się zbliżają.
Boję się.
Lecz nie boję się złowieszczych cieni, ich przeraźliwego wołania. Nie boje się przepaści, ani pękającego nieba rozpryskującego się nade mną niczym szklane fajerwerki, wbijające mi się w skórę. Nie boję się bólu. Nie boję się prawdy.
Boję się tego kim jestem.
Bo wiem, już jaka jestem.
Sama.
Nie zapomniałam. Ukrywam to, przed samą sobą, przed swoją pamięcią , wypierając ze świadomości. Lecz wiem, ze kiedyś znajdę prawdę , przypomnę ją sobie, powróci do mnei, raniąc mnie z caej mocy i odbierajac ostatnie thnienie.
Prawda boli.
Tego jestem pewna. Przez tyle lat, bolesna prawda była dla mnie jedynym ratunkiem. z całych sił chciałam ją poznać, przeczesując każdy zakamarek wyobraźni i wspomnień
Chciałam wiedzieć gdzie jestem
Chciałam wiedzieć kim jestem.
Nazywają mnie Ivy.
Po prostu Ivy.
Lecz wiem, ze to nie jestem ja. To imię, jest dla mnie obce, usłyszane przypadkiem w gęstwinie czarnych potoków słów, rzucone od niechcenia, wywołujące dreszcze.
,,To Ivy, ta wariatka"- słyszę złośliwe piskliwe szepty, uderzajace mnie z każdej strony i poniewierajace przez moje myśli, rzucajace w nie czarną złością i obrzydliwą arogancją.
Wariatka
Wariatka
Świruska
te wszystkie złośliwe uśmieszki, raniące moje serce prześladują mnie, krażąc za mną i dżgajac mnie prosto w serce. Te wszystkie wredne komentarze, podstawiane mi nogi już mnie nie ranią. Moje serce przyzwyczaja się do bólu. To uczucie cierni wbijanych prosto w serce i raniących go na wylot, zostawiając krawą plamę. To uczucei, które potrafi zabić złością i swoją złą aura, tą zło, które roztacza się coraz dalej i dalej..
To jedyne, co mam.
Ból jest sensem mojego życia.
Wiem, ze jestem gdzieś
Wiem, ze jestem kimś
Lecz nie wiem co to oznacza. Cienie każą mi, nalegają , chcą doprowadzić do mojej zguby. Chcą bym przeszłą labirynt i uważała, ze wszystko jest dobrze. Że dobro wróci, że wszytsko się ułoży niczym kawałki ukądanki. Lecz ja wiem, ze to nie prawda. Zawsze braknie jednego elementu układanki, zgubi się gdzieś, zostanie zapomniany i raz na zawsze skazany na wygnanie.
Ja jestem tym zagubionym puzlem.
Jestem sama.
Boję się żyć Tam. Odkąd odeszła, zapomniałam co to znaczy kochać, zapomniałam co znaczy żyć . Zapomniałam jak oddychać i jak odczuwac coś inngo niż ból.
Tylko ból jest jeszcze w moim sercu. Tylko on mi został. Rodzina odeszła, przyjaciele odeszli..
On został. Tylko na niego mogę teraz liczyć.
Nie potrafię żyć Tam. Nie potrafię ukrywac się za pozorami, nie potrafię się uśmiechać i rozmawaić jak nigdy nic, jakby nic się nie stało. Oni nie wiedzą. Nikt nie wie. dal nich jestem tylko ,,Wariatką"
Nie mogę tam żyć. Cienie mnie chcą. Cienie mnie wzywają.
Czasami przypominam sobie jeszcze głos mojej matki zanim odeszła. Zanim zosatwiłą mnie samą. To wciąż boli, rani mnie kłując tam, w tą część mojej świadomości, tak dobrze ukrywaną przed światem.
tam nie jestem bezpieczna. Muszę powrócić, muszę odrzucić cienie. Muszę przeskoczyć przepaść.
Cienie kuszą mnie, a ja je odrzucam.
Nie
Nie !
NIE !!
krzyczę, odrzucajac je. Wyrywam się im. To nie moje przeznaczenie. One sa złe. One mi nie pomogą. uciekam, biegnę pędzę, zostawiając je lamentujące za mną. Chcą mnie gonić.
Nie potrafią.
wiedzą, ze jeszcze mnie dopadną .
Wbiegam w mgłę, brakuje mi tchu, nie czuję niczego. Biegnę, lecz nie czuję podłoża. Wiem, ze mgła jest lodowata i otula mnie swoim płaszczem lecz nie czuję jej. Nie czuję niczego.
Prócz cierpienia.
Przystaję. jestem nad przepaścią. Już nie ma wyboru. Już nic nie mogę zrobić. Stawiam krok do przodu. Lód, chłodne kry ranią moje bose stopy. Za każdym krokiem słyszę odgłos, pękający pisk, tak słaby, a tak głośny w moim uszach, każdy krok boli bardziej, każdy krok coraz bardziej rani. Niebo spada. Zatrzymuje się nade mną, słyszę jego grzmoty, jego wołanie. Chce opaść, chce roztrzaskać się na mojej bladej skórze, chce mnie zranić. chce sprawić mi ból.
Mgłą powraca. Nie widzę już nic. Lód pęka. Spadam lecz nie wiem czy to przepaść. Już nic nie czuję, jestem jak duch. jak materia. Cienie się zbliżają.
Boję się.
Lecz nie boję się złowieszczych cieni, ich przeraźliwego wołania. Nie boje się przepaści, ani pękającego nieba rozpryskującego się nade mną niczym szklane fajerwerki, wbijające mi się w skórę. Nie boję się bólu. Nie boję się prawdy.
Boję się tego kim jestem.
Bo wiem, już jaka jestem.
Sama.
-Szybko, na salę operacyjną ! Nie mamy czasu!!
- Jak ona się nazywa ?
- Ivy Mandell, . To próba samobójcza. Przedawkowanie tabletek nasennych. Musimy natychmiast interweniować.
Niebo, zamieniające się powoli w ostre szkliste kawałeczki zatrzymało się tuż nade mną, jeszcze troszkę, jeszcze odrobinkę, a spiczaste twarde jak kamień kawałeczki, spadłyby na mnie, wbijając się w moje niemal kredowobiałe plecy, wbijając się mocno i tworząc szkarłatne, czerwone plamy, rozprzestrzeniające się i skapujące na zimny lód pod moimi stopami. Stoję nieruchomo, jeśli się poruszę, choć musnę stopami podłoże ostrza spadną. Jestem w potrzasku. Boli mnie ręka, ból jest silny i wszechogarniający, momentalnie pochłania całą mnie jak otchłań, przepaść. Otwieram oczy, ostrza zastygły w miejscu, nieśmiało i niepewnie ruszam ręką, zerkając w górę. Niebo nie spada, tak jakby czas się zatrzymał, tylko nie ja. Bo tak jest. Tak jest zawsze. To znak, ze muszę powrócić do brudnej, szarej rzeczywistości. Nie buntuję się i powoli wracam do życia, słyszę szelesty, słyszę głosy. Cienie powoli staja się coraz bardziej przezroczyste. Powracam tam, gdzie nigdy nie chciałabym wrócić. Lecz coś mnie blokuje, jakbym chciała wrócić, lecz jakbym nie mogła. Dusze się,widzę swoja krew. Szkarłatna ciecz, spływa mi po palcach rąk, plamiąc je i ocieplając. Drobne kropelki skapują powoli z mojej dłoni, na srebrzysty lód, wytapiając w nim czarną plamę. Śmierć mnie trzyma, śmierć mnie chwyta. Poszłam w złym kierunku, zboczyłam z trasy, już nigdy nie zobaczę twarzy, tego promienistego uśmiechu mojej matki i jej roześmianych oczu.
Nigdy już nie zaznam nic prócz bólu.
Cienie dopięły swego.
Wiem, że jest tam gdzieś Ta Brama. Pamiętam gdy, przemierzałam ją po raz pierwszy 10 lat temu, gdy zmarła moja matka. Miałam 5 lat. Podobno , gdy jesteśmy już wiele lat starsi nie pamiętamy, tego co, wydarzyło się wiele wiele lat temu. Ja pamiętam, pamiętam większość mojego dzieciństwa. To był najlepszy czas w moim życiu i ostatnim, co mogłabym zrobić to zapomnieć. Pamiętam, gdy pierwszy raz zobaczyłam tą bramę; była ogromna i miała fikuśne metalowe elementy, wokół których wiły się czarne, rozkwitające róże. Brama rozprzestrzeniała się dookoła mnie niczym stara krzakowata klatka. Mama odprowadziła mnie i zniknęła, weszłam do Drugiego Świata, lecz nie pamiętam go zbytnio. Wiem, ze jest niesamowity. Lecz posłuchałąm się cieni, mówiły , ze mi pomogą znaleźć matkę, bo mimo, ze w szarej rzeczywistości już jej nie ma, jest wciąż Tam. Wpadłam w pułapkę, posłuchałam, oszukały mnie. Zaprowadziły mnie w złą stronę. W nicość, chciały bym spotkała śmierć, bym zniknęła i stała się jedną z nich, bo wiedzą , ze mam siłę by przetrwać. Bo jestem im potrzebna. Lecz ja się nie poddałam, szukałam Powrotu, szukałam Wejścia Do Drugiego Świata, to Świata Moich Wspomnień i Mojego Przeznaczenia.
Lecz teraz wie, że biegłam w złą stronę. Nie wiem gdzie jest Brama, nie wiem, gdzie wschód, a gdzie zachód.
Stoję, a krew spływa strumieniami po moich rekach, opatulona przez mgłę. Mgła staję się coraz gęstsza, aja coraz bardziej śpiąca.
Przegrałam. Nie znalazłam Bramy do Drugiego Świata, lecz znalazłam Śmierć i Cienie. Zasypiam, zamykam oczy i daję się pochłonąć i porwać śmierci. Przez moją głowę przemyka obraz, obraz mnie na łóżku w szpitalu, wiezionej na salę operacyjną. Jestem przykryta prześcieradłem. Ręce mam puste. Nie, nie,nie !! wszystko nie tak ! gdzie mój pamiętnik ?! gdzie go dali, co z nim zrobili ?! gdy wchodziłam w nicość, znowu próbując odnaleźć świat mojego dzieciństwa wśród pustki i nicości, był ze mną. Oczami wyobraźni widzę jego zdartą okładkę, krągłe litery, czasami nieco zamazane i nieczytelne i czarne, wykonane węglem złowieszcze rysunki, wyglądajace jak żywe na pożółkłych kartkach starego pamiętnika. Bez niego nie wrócę. Bez niego sobie nie poradzę.
Musze go znaleźć, muszę wiedzieć gdzie jest, trzymać go w dłoniach i muskać koniuszkami palców jego wypukłą okładkę.
Widzę tylko mgłę. Lecz coś tam jest, coś wyłania się z niej, niczym zjawa, owiana szaroburą tajemnicą i pustką.
Wyciąga rękę. Widzę jej twarz, widzę jej roześmiane oczy i szeroki radosny uśmiech.
To moja matka.
Podsuwa mi dłoń, a ja bez zawahania chwytam ją, ściskając mocno i uśmiechając się radośnie. Cienie nie kłamały. Miały rację. Lecz coś podpowiada mi, ze to tylko moja wyobraźnia, ze ona mnie okłamuje, ze pokazuje mi to, co chcę widzieć. Że to tylko wspomnienie mojej matki z szarego swiata, a nie z Mojego, tego Drugiego Świata z rozległą różaną bramą.
Podświadomość mówi mi, ze robię błąd, lecz ja nie słucham.
Chwytam dłoń mojej matki, wyłaniającej się z mgły. I zmierzamy razem, matka i córka, mglista podobna do ducha postać i przerażona dziewczyna w białej sukience, całej brudnej od szkarłatnej zastygającej krwi.
Trzymamy się za ręcę i zmierzamy prosto w pustkę.
*********
kilka godzin później i setki kilometrów dalej
Samochód zatrzymał się przy Conder Road, naprzeciwko dużego, ceglanego domu z burym tynkiem i dachem w sraczkowatym kolorze. Ogrodzenie wokół domu było masakrycznie wybrakowane, a w metalowych pętelkach taniej siatki roiło się od potężnych dziur, przez które bez problemu przedostałaby się całą zgraja dzieciaków z domu naprzeciwko. W ogrodzie, będącym w moich wspomnieniach królestwem porządku i ładu, gdzie trawa była zawsze zieleńsza niż wszędzie indziej i idealnie równa, a krzewy idealnie ostrzyżone panował.... No właśnie, co ? Brakuje mi słów, a bardzo rzadko się to zdarza. Ten piękny ogród to teraz istna ruina. Nie wypielone chwasty, krzewy przypominają teraz zarośnięte trawy na łące sięgające do kolan. Masakra. to teraz ani trochę nie przypominało tego pięknego miejsca co kiedyś. Cały dom nie przypominał samego siebie. Dach wcale nie był sraczkowaty, tylko czarny, a dom z soczystej żółci przemalowano na przygnębiającą szarość. Niektóre okna były potwornie brudne i zupełnie pozbawione doniczek na parapetach, oraz jasnych firanek, po których nawet nie było śladu.
,,Jedź dalej, jedź dalej. Proszę, jedź dalej ! "- szeptałam w w myślach odwracając wzrok od zapuszczonego domu będacego kiedyś tym pięknym czystym i wyśnionym domem. Moim domem.
Może ktoś przypadkowo wybudował identyczny dom w tych okolicach, a to COŚ wcale nie jest domem w którym się wychowywałam.
Nie. to niemożliwe. Nie wieżę w zbiegi okoliczności. To musi być tutaj.
Moja matka, siedząca za kierownicą nowego czarnego BMW włączyła kierunkowskaz i wjechała prosto na brudną , pełną kałuż i błota drogę, zamaczając nowe opony w ohydnej mazi, która rozpryskała się jej na nowym, zupełnie czystym aucie tworząc brudne, błotniste plamy. Wzdrygnęłam się. Paskudztwo. Danny, mój przyrodni brat, kręcił się niesfornie na siedzeniu, wymachując swoimi rączkami w prawo i w lewo w rytm jakiejś dziecinnej piosenki, która właśnie leciała z radia.
Matka jechała prosto, póki nie zatrzymała się tuż przy obleśnym, zapuszczonym domu i wyłączyła silnik.
Cholera, to tutaj.
wyciągnęła rękę ku mokrym chusteczkom, leżącym w skrytce naprzeciwko. Wzięła jedną i wytarła sobie dłonie. Była przewrażliwiona na punkcie porządku i higieny, co łatwo można było zauważyć po jej minie, gdy spoglądała na zarośla, będące kiedyś ogrodem i po tym jak zaciskała pięści, marszczyła czoło i próbowała nie patrzeć na to, co jej były mąż zrobił z tym, co stało tu kiedyś. Bo to już nie był ten sam dom. Obie zdawałyśmy sobie z tego sprawę, lecz żadna nie ośmieliła się skomentować. Nawet mały Danny, zazwyczaj bardzo hałaśliwy chyba wyczuł napięcie i cała drogę starał się milczeć.
Nagle drzwi wejściowe otworzyły się i pierwszy raz od 6 lat go zobaczyłam. Był wyższy niż zapamiętałam i bardziej zaniedbany niż ostatnio. Jestem stuprocentowo pewna, że ten jego kilkudniowy zarost wynika z lenistwa, a nie z nowego wizerunku. Mój ojciec zawsze był osobą, która nie dbałą o własny wygląd i nic go on nie obchodził. Gdy był z moją matką, ona zmuszała go do zmiany wizerunku bo bogata stylistka nie może mieć przecież niechlujnego męża. Teraz za to już nic go nie powstrzymywało.
Jego mina była zupełnie pusta, bez wyrazu. Ruszył w stronę samochodu, a moja matka nacisnęła klamkę i otworzyła drzwi auta.
-Cześć, Anne- rzekł sucho, wycierając brudne ze smaru ręce o stary podkoszulek. Moja matka wzdrygnęła się, jednak starała się teo nie okazywać.
-Cześć- odparła bez emocji, wysiadając z auta i próbując nie zabrudzić swoich nowych skórzanych i diabelnie drogich szpilek.On przewrócił oczami, lecz ona udawała, ze tego nie widzi.
-Jest Amy ?- spytał, patrząc w stronę auta, a ja odwróciłam się do tyłu, do Danny'ego.
-Co tam mały ?-spytałam a on spuścił oczy
- Amy, mam do Ciebie pytanie - zaseplenił lekko niewyraźnie, ukrywając widoczne niezadowolenie.
-Tak ?- spytałam miło, próbując zignorować aluzje matki co do tego, ze powinnam wyjść z auta.
-Ty odejdziesz ? i już nie wrócisz ? Ja nie chcę byś odchodziła!- załkał, a ja wysiadłam z samochodu, otworzyłąm tylne drzwiczki samochodu i usiadłam obok niego.
-Nie martw się. Muszę tu zostać tydzień. Później wrócę- szepnęłam, a on przytulił się do mnie.
Sama nie wiedziałam co mu powiedzieć. Nie wiem ile zostanę. Po tym, co ostatnio zrobiłam, matka ma mnie dość więc pozbywa się problemu, oddając problem ojcu. Proste i jasne. Tylko nikt nie przewidział tego, co może czuć problem. tego,że problem, też ma uczucia.
Przytuliłam go ostatni raz i wysiadłam z samochodu.
Czekają na mnie. Choć wolałabym gdyby nie czekali
Otworzyłam, stare spróchniałe drzwi, których nie wymieniano chyba odkąd rodzice wzięli rozwód. Ogólnie dom był cały w rozsypce, zero śladu po jakimkolwiek przytulnym charakterze, który kiedyś tu panował. To zupełna odskocznia od tych pięknych, designerskich wnętrz w domu mojej matki. Nie wiem, czy bedę w stanie przetrwać tu co najmniej 2 dni, a nie mam pojęcia na ile tu zostanę.
Nacisnęłam klamkę, drzwi zaskrzypiały. Po chwili stanęły otworem.
O cholera.
Mój pokój stał dokładnie taki, jakiego go zostawiłam. Rozrzucone lalki, olbrzymi rzeźbiony domek, pudrowo różowe ściany i olbrzymie białe łóżko z baldachimem.
I tona kurzu. Jestem stuprocentowo pewna, ze nikt nie otwierał tych drzwi od sześciu lat.
-I jak ci się podoba ?-spytał ojciec nerwowo skubiąc skórkę od paznokcia
-Oh.Widzę, ze nic tu nie zmieniłeś- rzuciłam sucho, patrząc na ten cały potworny bałagan i kartki rozwalone na całym biurku.
-Oczywiście. Zostawiłem to miejsce na pamiątkę.
Chyba pamiątkę brudu. Takich stosów kurzu jeszcze nigdy nie widziałam w całym swoim życiu. Matka dostałaby zawału.
Paranoja. Nie wytrzymam tu nawet trzech następnych minut.
-Rozgość się. A i jeszcze jedno- sięgnął po olbrzymie pudło, stojące tuż obok mojej walizki.
Grzebał w nim chwilę, a po momencie wyciągnął stamtąd pamiętnik. Był on dosyć zmięty, a jego okładka była wyraźnie obklejona złotym, ozdobnym papierem.
-To dla ciebie. Pomoże Ci, kiedy będziesz tego potrzebowała- szepnął i podał mi ten zmięty stary notes. Starałam się ukryć szok.
Nie widział mnie 6 lat i daje mi stary notes ?! Nie wytrzymam tu nawet minuty.
Gdy zobaczył moją minę wyraźnie go to zdziwiło
-Zawsze chciałaś taki, gdy byłaś mała..-próbował się tłumaczyć lecz mu nie pozwoliłam. Cała złość, gotująca się we mnie ok kilku dni wezbrała na sile i wybuchła niczym parząca woda z garnka.
-Ale już dawno nie jestem mała- rzuciłam ostro i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Nie słyszałam jego odpowiedzi. Nastała cisza. Rzuciłam notes na łóżko i chwyciłam pierwszą lepszą szmatkę, leżącą na szafce i zaczęłam wycierać kurze.
*******************************************************
mam nadzieję, ze wstęp do mojej historii wam się podobał i przepraszam a ewentualne błędy. Oceniajcie. Tylko szczerze. Później się rozkręci i zacznie się prawdziwa akcja, ale oceniacie wg uznania :))
*******************************************************
mam nadzieję, ze wstęp do mojej historii wam się podobał i przepraszam a ewentualne błędy. Oceniajcie. Tylko szczerze. Później się rozkręci i zacznie się prawdziwa akcja, ale oceniacie wg uznania :))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz